Drugie życie rzeczy

Myślicie, że jestem blogerką resibo i już dawno wypróbowałam nasze kosmetyki? Skucha! Najpierw chciałam blogować, ale kiedy już olejki, mgiełki, kremy itd. zjechały z linii produkcyjnej, to trafiły wreszcie także i do mnie. Mam je od tygodnia – cały zestaw – i właśnie testuję. Przyznam, że z wielką przyjemnością.

Zaczęło się od opakowań. Pamiętacie, jak byliście dziećmi i Mikołaj przynosił Wam (znaczy „zostawiał” gdzieś – pod choinką, poduszką) prezenty i ten moment… odpakowywania. Mimo że przez ponad czterdzieści lat mojego życia spowszedniało mi to i radochę mam przede wszystkim patrząc, jak prezenty odpakowują ci, których to ja sama obdarowałam, to jednak… resibo przekonało mnie, że wciąż tkwi we mnie jeszcze dziecko.

20141218_132853

 

Oto dostałam ekotorebkę (kto by się ważył wręczyć mi jakąś inną?!), a w niej… różne tekturowe tuby w „tekturowym” kolorze (swoją drogą – ktoś kiedyś nazwał ten kolor?). Tekturowe, ale jednak z takimi uroczymi, pełnymi prostej elegancji etykietami, bezpretensjonalne, wyraźnie podkreślające eko-zawartość…

 Ich otwieranie było jak wspomnienie otwierania tych pierwszych prezentów od Mikołaja. Towarzyszyła im ciekawość czegoś innego i to właśnie dostałam. Coś innego – innego niż wszystkie kosmetyki, jakie w życiu widziałam na półkach sklepowych i jakie rozpakowywałam.

 

Już otwierając z dziecięcym uśmiechem pierwszą tubę miałam „na nią plan”… Pomyślałam, że wrzucę do niej płatki kosmetyczne, do drugiej – patyczki, co do reszty już nie miałam problemu, bo moje utalentowane rysowniczo dziecko zawyrokowało: „Ale genialne! Biorę je na pojemniki do moich przyborów”.

 

20141218_132646

Cóż było robić? Waciki muszą poczekać, aż zamówię kolejną porcję. Patyczki też. Jednak oddałam je dziecku z przyjemnością. W końcu… nie ma nic lepszego niż dać drugie życie rzeczy 😉 A możliwości z resibo są nieograniczone. Wrażeniami kosmetycznymi też się pewnego dnia podzielę 🙂

Udostępnij
Przypnij
Szepnij
KOMENTARZE

Co myślisz o artykule?

2 komentarze
1 lipca 2018

Jako osoba, która ma kilkunastoletnie doświadczenie w makijażu
permanentnym, również jako właściciel centrum makijażu i salonu
kosmetologicznego z całym przekonaniem podpisuję się pod poradami Pani
Magdaleny. Od siebie jeszcze dodam komentarz dotyczący samej trwałości
makijażu permanentnego. Faktycznie jest tak, że odpowiednia pielęgnacja
(niestosowanie tłustych, za to nawilżających kremów, niestosowanie
peelingów chemicznych i mechanicznych) może poprawić trwałość makijażu
permanentnego, ale w dalszym ciągu nie będzie on estetycznie prezentował
się dłużej, niż kilkanaście miesięcy. Dobrej jakości, certyfikowane
barwniki wbrew pozorom, nie są trwałe “na zawsze” – tak działają tylko
barwniki do tatuażu. Tych w makijażu permanentnym powinno się unikać,
ponieważ utrudniają skorygowanie kształtu kreski, brwi etc., a jest to
konieczne z biegiem czasu. Nasze rysy twarzy ulegają zmianom z wiekiem,
dlatego dobrze wykonany makijaż permanentny umożliwia wprowadzanie
korekt w trakcie zabiegu dopigmentowania, który powinien być
przeprowadzany mniej więcej raz w roku. Po zabiegu i na co dzień należy
makijaż permanentny nawilżać i nie doprowadzać do nadmiernego
przesuszenia i złuszczania naskórka w większym stopniu, niż ma to
miejsce naturalnie. Zabronione jest zdrapywanie strupków, bo może to
spowodować usunięcie razem z nimi barwnika i powstanie „dziur” w
makijażu.

22 stycznia 2019

Bardzo nas to cieszy 🙂 Fajnie, jak opinię fachowca podziela drugi fachowiec 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *