Eko święta – czy to możliwe? (cz. 3)

Moja koleżanka masażystka zrobiła mi w zeszłym tygodniu masaż za darmo, bo stwierdziła, że to jej wkład w akcję, którą prowadzimy wspólnie z przyjaciółmi „Podziel się”. „Za dużo na siebie bierzesz i nawet jeśli to są fajne i satysfakcjonujące rzeczy, to nigdy nie wolno zapomnieć, że trzeba znaleźć czas na całkowite zwolnienie, wyciszenie się, nicnierobienie, czas DLA SIEBIE” – usłyszałam. Dlatego w trzeciej i ostatniej części mojego przedświątecznego cyklu chcę Was i siebie przy okazji namówić do świątecznego nicnierobienia. A najlepiej – zacznijmy już teraz.

Nie wiem, jak u Was, ale u mnie przed świętami, wyjazdami itp. itd. zawsze jakimś dziwnym zrządzeniem losu gromadzi się więcej wszystkiego zawodowego niż normalnie. Jak na złość. Zastanawiałam się, jak ja ogarnę święta, jak znajdę czas na zakupy, na sprzątanie. I nagle – olśnienie! Moja mama! Moja mama – wieczny pracuś, człowiek, który pięciu sekund nie usiedzi na miejscu, musi ciągle znajdywać sobie zajęcie, a na emeryturze naprawdę nie jest to łatwe. I przypomniało mi się, jaka szczęśliwa była moja mama, kiedy to ona mogła niemalże sama przygotować całą Wielkanoc, bo moja córka wylądowała w szpitalu tuż przed świętami.

Powierzyłam więc i porządki, i zakupy, i gotowanie mamie. Ja mam spokojną głowę, a ona – to, co lubi, czyli wieczne zajęcie 😉

Tyle rzeczy można przed świętami „oddać w dobre ręce”, które w dodatku i zarobią, i będą szczęśliwe, że mają zajęcie. A my tak rzadko z tego korzystamy. Bo trzeba samemu, bo ma być domowo, bo… No właściwie bo co? Co nas do tego zmusza? Nic. Ani nikt. Rodzina? To niech pomogą. Tradycja? Nie słyszałam o takiej 😉

Niedawno, jak zwykle przed świętami, rozmawiałam z córką na temat wigilijnego menu. Uwielbiamy uszka i pierogi, ale moja mama ma chore stawy i nie jest w stanie ich ulepić. Najpierw powiedziałam: „ok, zrobimy to z Olą”. Ale potem zaczęłam zastanawiać się, kiedy. Czy pomiędzy sprzątaniem, zakupowym szaleństwem, polowaniem na prezenty znajdę czas na takie gotowanie, jakie lubię – czyli slow food, a nawet baaaardzo sloooow? Nie. Czy znam miejsca, w których mogę kupić równie dobre pierogi prawie że domowej roboty, bez chemii i konserwantów? Tak. To dlaczego w takim razie mam ich tam po prostu nie zamówić i zaoszczędzić całkiem sporo czasu? Albo ciasto. Mam sprawdzoną cukiernię piekącą przepyszne ciasta według starych receptur, którą prowadzi rodzina mojego kolegi. Dlaczego nie zamówić paru ciast u nich?

I ostatnia rzecz związana z eko-świętami – nie wiem, jak Wy, ale ja mam alergię na kupowanie i przygotowywanie zbyt wielkich ilości jedzenia.

Wielkie żarcie, którego jesteśmy świadkami w każde święta, to nie dla mnie.

Owszem, jak każdy, jem wtedy ciut więcej. Ale tylko dlatego, że uwielbiam niektóre tradycyjne dania, zwłaszcza te wigilijne. Przerażają mnie kolejki w sklepach spożywczych, pełne jedzenia wózki, a najbardziej – pełne śmietniki po świętach. Zresztą o tym pisałam już chyba rok temu. U mnie także w święta działa zasada „mniej znaczy więcej”. Mniej, ale naprawdę pysznych potraw, takich, które wszyscy lubimy. Dlaczego to znaczy „więcej”? Bo to znaczy więcej energii (nie zużywamy jej na trawienie), bo to znaczy więcej czasu dla rodziny (nie tracimy go na pochłanianie kolejnych potraw), bo to znaczy lepsze samopoczucie, czyli więcej nas w nas 😉

I wiecie, czego jeszcze mamy więcej? Kasy! Możemy dzięki temu zrobić najbliższym fajniejsze prezenty, a oszczędzając czas na przygotowywaniu jedzenia, mamy go więcej na ich poszukiwanie 🙂

Bardzo Was zachęcam do zwolnienia już przed świętami, do rozsądnych zakupów, do wykorzystania wolnych dni na to, co najważniejsze – chłonięcie wzajemnej bliskości i poddawanie się bożonarodzeniowej magii.

Wesołych Świąt!

Udostępnij
Przypnij
Szepnij
KOMENTARZE

Co myślisz o artykule?

9 komentarzy
8 kwietnia 2016

Q W są o.

8 kwietnia 2016

Długo szukałam swojego numeru jeden. W końcu chyba znalazłam – nasz polski Pierre Rene w najjaśniejszym odcieniu. Cena śmiesznie niska, podkład spokojnie wytrzymuje kilka godzin, świetnie kryje. Nie używam go codziennie, rozglądam się za kremem tonującym o dobrym składzie na co dzień.

11 kwietnia 2016

Ja z fajnym składem znalazłam tylko takie, których cena zabija, niestety… Bardzo chciałabym kiedyś taki zrobić, ale z naszymi wymaganiami, to nie będzie proste 😀

8 kwietnia 2016

Max factor – Facefinity Compact Make-up odcień natural i na wykończenie puder sypki również Max Factor. Baza pod Compact to oczywiście krem ultranawilżający Resibo – w takim zestawie makijaż na mojej problematycznej cerze utrzymuje się cały dzień ☺

11 kwietnia 2016

Super! W kompakcie, to bardzo chętnie przetestuję 🙂

8 kwietnia 2016

A ja ostatnio odkryłam EveryDay Minerals. Również podkład mineralny oczywiście na krem nawilżający rewelacja. I cena ok. 60 zł a wystarcza na dosyć długo.

11 kwietnia 2016

a gdzie są dostępne?

10 kwietnia 2016

Przetestowalam i mam każdy z w/w podkładów. Też uwielbiam EL Double Wear ale znalazłam tani zamiennik na dzień, który spokojnie przetrwa 10 godzin. Mowa o loreal infalible matte. Odcień 11 najlepszy dla jasnej cery. Kiedyś lata używałam tylko EL lub colorstaya ale cera bywała kapryśna. Teraz mam wreszcie 2 razy lżejszy odpowiednik, który fenomenalnie wygląda nałożony gąbka a przy okazji kosztuje nie 170 a 60 zł

11 kwietnia 2016

wow! dzięki za informację, sprawdzimy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *