Mieliśmy zatem strategię, jednak wciąż brakowało nam nazwy dla naszej marki. Zastanawialiśmy się nad nią, ale wtedy nie przyszedł nam jeszcze do głowy taki pomysł, który zostałby z nami na dłużej. Chcieliśmy by nazwa była łatwa do zapamiętania, taka sama w pisowni, jak i wymowie, była abstrakcyjna no i do tego miała znaczenie! Czekała nas długa rozprawa…Trwała jakieś dwa tygodnie. W końcu znaleźliśmy tę, która spełniała nasze wymagania i nic po niej specjalnie już się nie liczyło. Resibo.. czy ktoś z Was wie, co oznacza?
Z Maćkiem od początku znaleźliśmy nić porozumienia – nie wiem czy to kwestia tego, że potrafi słuchać, dokładnie analizuje nasze oczekiwania, czy po prostu podobają nam się podobne rzeczy, ale od samego początku – od pierwszego, nawet testowego projektu, wiedziałam, że będę zadowolona z efektu końcowego. I chyba pierwszy raz nie obawiałam się otwierać maila z nową propozycją.
Pierwsze „oficjalne projekty”, już wpadły nam w oko – od razu wybraliśmy jeden wzór, nad którym później mogliśmy pracować. Logo – też skradło moje serce. Jak to powiedział Maciek:
dowiedziałem się, że stworzyliście od podstaw ten produkt i dbacie o każdy detal przy jego tworzeniu. Robicie to z pasją, dlatego stwierdziłem, że narysuję nazwę marki, bo to najlepiej będzie pasowało do Resibo.
Potem nawet prosiliśmy o jakieś alternatywne projekty, żeby było z czego wybierać, ale żaden z nich nie przekonał nas na tyle, żeby wymienić go na ten, który teraz widzicie.
Był to pomysł na wykorzystanie koloru szarego papieru, jako tła dla grafiki i opisu kosmetyku. Szary papier jest wg mnie świetnym rozwiązaniem – ładnie się na nim prezentują żywe kolory, a przede wszystkim dobrze komunikuje naturalny i proekologiczy charakter marki.
Całości dopełniają tuby z tektury, które nie dość, że wyglądają efektownie, to jeszcze są wielokrotnego użytku. Więcej na temat możliwości ich wykorzystania przeczytacie w ostatnim wpisie Anity.
A tak wygląda efekt końcowy, z którego jesteśmy dumni 🙂



![pierwszymiot-resibo-artystyczne[monokolor]](https://resibo.pl/blog/wp-content/uploads/2014/12/pierwszymiot-resibo-artystycznemonokolor.jpg)





Jako osoba, która ma kilkunastoletnie doświadczenie w makijażu
permanentnym, również jako właściciel centrum makijażu i salonu
kosmetologicznego z całym przekonaniem podpisuję się pod poradami Pani
Magdaleny. Od siebie jeszcze dodam komentarz dotyczący samej trwałości
makijażu permanentnego. Faktycznie jest tak, że odpowiednia pielęgnacja
(niestosowanie tłustych, za to nawilżających kremów, niestosowanie
peelingów chemicznych i mechanicznych) może poprawić trwałość makijażu
permanentnego, ale w dalszym ciągu nie będzie on estetycznie prezentował
się dłużej, niż kilkanaście miesięcy. Dobrej jakości, certyfikowane
barwniki wbrew pozorom, nie są trwałe “na zawsze” – tak działają tylko
barwniki do tatuażu. Tych w makijażu permanentnym powinno się unikać,
ponieważ utrudniają skorygowanie kształtu kreski, brwi etc., a jest to
konieczne z biegiem czasu. Nasze rysy twarzy ulegają zmianom z wiekiem,
dlatego dobrze wykonany makijaż permanentny umożliwia wprowadzanie
korekt w trakcie zabiegu dopigmentowania, który powinien być
przeprowadzany mniej więcej raz w roku. Po zabiegu i na co dzień należy
makijaż permanentny nawilżać i nie doprowadzać do nadmiernego
przesuszenia i złuszczania naskórka w większym stopniu, niż ma to
miejsce naturalnie. Zabronione jest zdrapywanie strupków, bo może to
spowodować usunięcie razem z nimi barwnika i powstanie „dziur” w
makijażu.
Bardzo nas to cieszy 🙂 Fajnie, jak opinię fachowca podziela drugi fachowiec 🙂