Niedawno miałam okazję wgryźć się w temat gospodarowania odpadami w Polsce i Europie. Okazuje się, że jesteśmy w szarym ogonie europejskich państw pod względem ilości odpadów utylizowanych, a mówiąc wprost – spalanych.
W Szwecji, najbardziej chyba ekologicznym kraju na świecie, składuje się od 1 do 3 proc. odpadów rocznie, czyli w przypadku przeciętnego Polaka byłoby to zaledwie od 2,5 do 3 kg w ciągu roku!
Co się dzieje z resztą? Jest poddawana recyklingowi lub przetwarzana w energetyce cieplnej na paliwo i prąd. Mówiąc krótko – Szwedzi opalają się własnymi śmieciami. Ale nie tak nachalnie jak niektórzy Polacy, co to i oponę samochodową potrafią do pieca kaflowego władować trując nie tylko siebie, ale i wszystkich naokoło.
W Polsce pod tym względem panuje wielka mizeria. Co prawda obecnie budowanych jest sześć spalarni odpadów, ale dla pełnego zagospodarowania produkowanych przez nas śmieci powinno ich być piętnaście. W dodatku tylko jedna z nich będzie przystosowana do tego, by z odpadów produkować paliwo, z którego następnie można by wytworzyć energię cieplną i elektryczną.
Co to oznacza? Że śmieci nadal nas będą zasypywać, a jeśli Polska nie zintensyfikuje swoich działań, nasze dzieci, wnuki i prawnuki mogą żyć w warunkach, jakie znamy z niektórych mrocznych filmów sci-fi – wśród walających się na ciemnych ulicach odpadów. Brzmi niewiarygodnie?
Na pewno. Bo każdy z nas żyje dniem dzisiejszym, z przekonaniem, że „po nas choćby potop”. Niestety, to jak my żyjemy dzisiaj, jak traktujemy środowisko wokół nas, czy segregujemy odpady, jakie kupujemy opakowania, jakich używamy kosmetyków czy środków chemicznych, będzie miało ogromny wpływ na naszych potomków. Czasem warto pomyśleć o tym poważnie, nawet jeśli nie jest się szalonym ekologiem. Ja nie jestem 😉



Jako osoba, która ma kilkunastoletnie doświadczenie w makijażu
permanentnym, również jako właściciel centrum makijażu i salonu
kosmetologicznego z całym przekonaniem podpisuję się pod poradami Pani
Magdaleny. Od siebie jeszcze dodam komentarz dotyczący samej trwałości
makijażu permanentnego. Faktycznie jest tak, że odpowiednia pielęgnacja
(niestosowanie tłustych, za to nawilżających kremów, niestosowanie
peelingów chemicznych i mechanicznych) może poprawić trwałość makijażu
permanentnego, ale w dalszym ciągu nie będzie on estetycznie prezentował
się dłużej, niż kilkanaście miesięcy. Dobrej jakości, certyfikowane
barwniki wbrew pozorom, nie są trwałe “na zawsze” – tak działają tylko
barwniki do tatuażu. Tych w makijażu permanentnym powinno się unikać,
ponieważ utrudniają skorygowanie kształtu kreski, brwi etc., a jest to
konieczne z biegiem czasu. Nasze rysy twarzy ulegają zmianom z wiekiem,
dlatego dobrze wykonany makijaż permanentny umożliwia wprowadzanie
korekt w trakcie zabiegu dopigmentowania, który powinien być
przeprowadzany mniej więcej raz w roku. Po zabiegu i na co dzień należy
makijaż permanentny nawilżać i nie doprowadzać do nadmiernego
przesuszenia i złuszczania naskórka w większym stopniu, niż ma to
miejsce naturalnie. Zabronione jest zdrapywanie strupków, bo może to
spowodować usunięcie razem z nimi barwnika i powstanie „dziur” w
makijażu.
Bardzo nas to cieszy 🙂 Fajnie, jak opinię fachowca podziela drugi fachowiec 🙂