Ja przyznam, że wszystko zależy od moich uczuć do danego sklepu czy marki. Jak kocham, to podpisuję wszystkie możliwe „cyrografy” 🙂 Jak nie jestem pewna swoich uczuć, robię szybkie zakupy. Chociaż czasem bywa, że córka często kupuje artykuły plastyczne w jednym sklepie on-line, więc żeby nie musieć za każdym razem wypełniać wszystkich rubryk, rejestruję się i już, mimo że nie kocham. Ale córkę kocham! 🙂
I coraz częściej widzę korzyści z takich działań, bo – w przeciwieństwie do wielu ludzi – nie traktuję newsletterów jako spamu, a raczej ciekawostkę. No i w końcu – jeśli firmy mają ciekawe oferty, to jak najprościej mogą mi o tym powiedzieć? Nie wchodzisz przecież codziennie na wszystkie strony, na których czasami coś kupujesz 🙂 Dzięki temu kupuję książki czy e-booki czasem w tak śmiesznie niskich cenach, że ich autorzy przewracają pewnie oczami (lub się w grobie). Albo czytam ciekawostki ze świata marketingu wysyłane w newsletterach przez Pawła Tkaczyka. Albo miło mi się dzień zaczyna, kiedy Jason Hunt (dawniej Kominek), jeden z najbardziej znanych polskich blogerów, pisze do mnie w mailu „Cześć, kochanie” 🙂
Ale to newslettery wysyłane do wszystkich. Tymczasem są jeszcze takie, które dostaje tylko garstka „wybrańców”, np. dlatego że regularnie otwierają te maile i klikają w zawarte w nich linki (tak, tak – widać, czy klikają), więc w podziękowaniu dostają jakiś fajny prezent albo miły rabat. Albo dzieją się takie niesamowite rzeczy, które sprawiają, że naprawdę czuję się wyjątkowa. Raz np. dostałam voucher na masaż tylko dlatego, że regularnie zamawiam coś w jednej z aptek internetowych. No i zarejestrowałam się tam jako klient. Co to daje? Wiedzą, jak często robię u nich zakupy, co kupuję i ile wydaję (a wydaję sporo) 🙂 Dzięki temu mogą takich jak ja doceniać za lojalność. I o to właśnie chodzi!
Podobnie działamy w Resibo. Oczywiście, kochamy wszystkich klientów, ale przy szczególnych okazjach, jak np. premiery produktów, premiujemy lojalność, chęć zostawienia nam swoich danych, zapisy do newslettera itd. Pamiętam jak dziś naszą ekscytację, gdy ponad rok temu odbywała się premiera serum naturalnie wygładzającego. Ewelina, która przecież jest właścicielką marki i mogłaby spokojnie siedzieć na fotelu i wydawać polecenia, zamieniła się w kuriera. Ze swoim pięknym uśmiechem pukała do drzwi naszych klientek z Warszawy, które zamówiły serum jako pierwsze, by wręczyć im nasz nowy produkt osobiście. I nie wiadomo, co było większe – ich zaskoczenie i radość, czy nasze szczęście, że mogliśmy im tę radość sprawić.
W ogóle każda premiera to dla nas wielkie wydarzenie. Prawie jak narodziny nowego dziecka 🙂 A wiadomo, że jak się rodzi dziecko, chcemy się tym dzielić z tymi, których kochamy, lubimy i cenimy. I nasze klientki, które poznajemy bliżej nie tylko dzięki mediom społecznościowym, ale też właśnie dzięki temu, że znamy historię ich zamówień w naszym sklepie, zaliczają się do tego grona. I już wiedzą, że warto zarejestrować się w naszym e-sklepie i robić w nim regularne zakupy. To działa na nas jak umowa lojalnościowa podpisana z Wami, która daje nam przyjemny obowiązek odwdzięczać się Wam za to, że jesteście 🙂 I udaje się. Na dowód taki oto mail od jednej z Was, który dostaliśmy po premierze kojącego balsamu do ust:




Jako osoba, która ma kilkunastoletnie doświadczenie w makijażu
permanentnym, również jako właściciel centrum makijażu i salonu
kosmetologicznego z całym przekonaniem podpisuję się pod poradami Pani
Magdaleny. Od siebie jeszcze dodam komentarz dotyczący samej trwałości
makijażu permanentnego. Faktycznie jest tak, że odpowiednia pielęgnacja
(niestosowanie tłustych, za to nawilżających kremów, niestosowanie
peelingów chemicznych i mechanicznych) może poprawić trwałość makijażu
permanentnego, ale w dalszym ciągu nie będzie on estetycznie prezentował
się dłużej, niż kilkanaście miesięcy. Dobrej jakości, certyfikowane
barwniki wbrew pozorom, nie są trwałe “na zawsze” – tak działają tylko
barwniki do tatuażu. Tych w makijażu permanentnym powinno się unikać,
ponieważ utrudniają skorygowanie kształtu kreski, brwi etc., a jest to
konieczne z biegiem czasu. Nasze rysy twarzy ulegają zmianom z wiekiem,
dlatego dobrze wykonany makijaż permanentny umożliwia wprowadzanie
korekt w trakcie zabiegu dopigmentowania, który powinien być
przeprowadzany mniej więcej raz w roku. Po zabiegu i na co dzień należy
makijaż permanentny nawilżać i nie doprowadzać do nadmiernego
przesuszenia i złuszczania naskórka w większym stopniu, niż ma to
miejsce naturalnie. Zabronione jest zdrapywanie strupków, bo może to
spowodować usunięcie razem z nimi barwnika i powstanie „dziur” w
makijażu.
Bardzo nas to cieszy 🙂 Fajnie, jak opinię fachowca podziela drugi fachowiec 🙂