Za oknem szaruga, zimno, deszczowo, jesień w pełni. Kolorów za oknem co prawda nie brakuje, trudno jednak je dostrzec w dżdżystej aurze. Kiedy brakuje słońca i złotopomarańczowoczerwone liście nie wyglądają tak spektakularnie, możecie same pokolorować swój świat wokół. Założyć kolorowy szal, tęczowe kalosze, wielobarwną czapkę. A do tego narzucić kolorowy akcent w swoim codziennym makijażu. Ponieważ najnowsze trendy wciąż mkną w stronę natury i lekkiego, świetlistego make-up’u, owym kolorem pomalujcie usta! Nie ma nic bardziej ponętnego niż kobieta w dresie i czerwieni na ustach 😉
Niełatwą sprawą jest znalezienie pomadki, która będzie trwała, nawilży spierzchnięte przez suche powietrze usta i nie wyczyści naszego portfela dokumentnie. No i niestety faktycznie ciężko o połączenie szczególnie dwóch pierwszych cech, bo pomadki supertrwałe zazwyczaj lekko wysuszają, a te nawilżające nie są już tak supertrwałe…
Ale te, które wam polecę, z pewnością nie spowodują deficytu w domowym budżecie:
1. Wibo – bardzo tania marka dostępna w Rossmannie, moje serce skradła absolutnie cudowna seria Glossy Temptation, pomadki w szeroko pojętej gamie NUDE. Szczególne względy ma u mnie kolor nr 5 – coś między toffi a budyniem brzoskwiniowym, kolor, który sprawdzi się zarówno u szatynek, blondynek, jak i rudych jako bardzo subtelne podkreślenie ust. A faworytem jest nr 6 – o ile się nie mylę, to właśnie tyle w sumie jest kolorów w tej serii. To piękny kolor brudnego różu z soczystością maliny. I co najlepsze w tych szminkach, naprawdę nawilżają i sprawdzają się lepiej niż jakakolwiek pomadka ochronna, dając przy tym te piękne barwy. Faktycznie od kiedy używam nr 6, kilka już razy zdarzyło się, że klientki i znajome pytały, czy coś robiłam z ustami, w sensie powiększania 😉 a to tylko szminka za 10 zł!
2. Vipera – to kolejna pozycja, w którą lawinowo zaopatrywały się dziewczyny w moim otoczeniu, kiedy ją zobaczyły. To szminka w bardzo ładnym, srebrnym opakowaniu i jeden cudowny kolor nr 72. Najpiękniejszy z koralowych kolorków, soczysty, idealny do lekkiej opalenizny, która być może niektórym została jeszcze po lecie, po prostu piękny! Konsystencja masełka, średnio trwała, ale malowanie nią ust to czysta przyjemność, więc poprawki nie powinny stanowić problemu 🙂 Koszt to ok. 12 zł.
3. Flormar – najtrwalsza z trwałych – to pomadka, której używałam na swoim ślubie i muszę przyznać, że przy cenie nieprzekraczającej kilkunastu złotych byłam zdumiona jej trwałością. Nie żałowaliśmy sobie ze świeżo poślubionym mężem pocałunków ;), a pierwszą i jedyną poprawkę zrobiłam po godzinie 24.00 i nawet następnego dnia miałam problem z usunięciem koloru. A był to zjawiskowy róż! Mocny, amarantowy, soczysty! I choć faktycznie miałam wrażenie przesuszenia, to sprawdziła się w 100%, więc jest to agentka do zadań specjalnych, na całonocne wojaże.
A jakie Wy macie faworytki wśród szminek? 🙂



Super 🙂 Ja też zachęcam kogo mogę do picia kranówki, jakoś trzeba ten plastik ograniczać. Aczkolwiek gdyby nie filtr odwróconej osmozy, nie piłabym wody z kranu. Nie wszędzie niestety woda jest idealnie czysta, a w takiej sytuacji ufam, że mam po prostu oczyszczoną wodę w kranie maksymalnie + mam wkład wysoko mineralizujący w filtrze 😉 Dla mnie bomba.
Super! Co do czystości wody – to niestety najczęściej problem tych ostatnich rur, które ją doprowadzają. A inwestycja w filtr odwróconej osmozy szybko się zwraca, gdy nie kupujemy wody butelkowanej 😉