Często spotykam się z zarzutem, że zdrowa dieta jest droga. W istocie – niektóre produkty ekologiczne są droższe od tych tradycyjnych. Nie oznacza to wcale, że tylko krezusi mogą sobie pozwolić na zdrowe życie.
Nawet jeśli kilogram marchewki ekologicznej kosztuje 6 zł a tej “zwykłej” czyli sztucznej złotówkę nie jestem w stanie zjeść dziennie takiej ilości warzyw, żeby była to dla mnie odczuwalna różnica. Ale jeśli gotujesz dla wieloosobowej rodziny, koszty mogą rzeczywiście wzrosnąć. Co wtedy? Wtedy oszczędzamy na innych produktach.
Nie musisz upierać się, żeby wszystko było z pięknym zielonym listkiem. Zamiast tego kieruj się zasadą, żeby produkty, które spożywasz miały jak najkrótszą listę składników.
Od certyfikatów dużo ważniejsze jest źródło pochodzenia. W dobie internetu możesz przegooglować każdego producenta i dostawcę. Dodatkowo na różnego rodzaju forach, grupach czy nawet wsród znajomych można dokonywać zakupów grupowych. Ominięcie dostawcy i zakup dużych ilości szczególnie opłaca się przy zakupie bakalii, kasz czy mąk.
Gdy starasz się po przejściu na dietę wegańską/wegetariańską po prostu zastepować produkty odzwierzęce ich roślinnymi zamiennikami rzeczywiście możesz wydać majątek na wegańskie sery, majonezy, kotlety sojowe ala schabowy, surowe tarty, serniki z tofu i tego typu egzotyczne wiktuały.
Z czasem przekonasz się, że less is more i jeśli nie masz czasu i chęci spędzać pół dnia w kuchni zawijając wegetariańskie gołąbki w glony nori, zadowolisz się sałatką składającą się z 3 elementów, 2-składnikową zupą czy ryżem podanym z uparowanym warzywem sztuk jedna.
Zaręczam, że twój organizm podziękuje ci za uproszczenie menu, bo odciążysz go trochę w kwestii procesów trawiennych. Dodatkowo korzystanie głównie z warzyw sezonowych obniży koszty naszej diety. Dzięki temu unikniesz też spożywania produktów naszpikowanych chemią, które w naturalnych warunkach poza sezonem nie miałyby szansy wzrostu.
Najdroższszym elementem tradycyjnego obiadu jest mięso. Zupa w barze mlecznym, gdzie nie ma marży i najlepiej widać rzeczywste ceny przygotowania potraw, kosztuje mniej niż 2 zł. Za 5 złotych możemy zamówić ogromny talerz surówek i kaszę/ryż. Ale jeśli chcemy dorzucić mięso, nie zamkniemy się w 10 zł.
Jeśli zredukujemy ilość spożywanego mięsa pozytywnie odbije się to na naszym zdrowiu i portfelu. W moim przypadku okazało się, że zrezygnowanie z odzwierzęcych i przetworzonych produktów na tyle pozwoliło mi zaoszczędzić, że nawet kupując produkty ekologiczne, czasem rarytasy w przeliczeniu na jednostkowy koszt posiłku, nadal wychodzi taniej.





Jako osoba, która ma kilkunastoletnie doświadczenie w makijażu
permanentnym, również jako właściciel centrum makijażu i salonu
kosmetologicznego z całym przekonaniem podpisuję się pod poradami Pani
Magdaleny. Od siebie jeszcze dodam komentarz dotyczący samej trwałości
makijażu permanentnego. Faktycznie jest tak, że odpowiednia pielęgnacja
(niestosowanie tłustych, za to nawilżających kremów, niestosowanie
peelingów chemicznych i mechanicznych) może poprawić trwałość makijażu
permanentnego, ale w dalszym ciągu nie będzie on estetycznie prezentował
się dłużej, niż kilkanaście miesięcy. Dobrej jakości, certyfikowane
barwniki wbrew pozorom, nie są trwałe “na zawsze” – tak działają tylko
barwniki do tatuażu. Tych w makijażu permanentnym powinno się unikać,
ponieważ utrudniają skorygowanie kształtu kreski, brwi etc., a jest to
konieczne z biegiem czasu. Nasze rysy twarzy ulegają zmianom z wiekiem,
dlatego dobrze wykonany makijaż permanentny umożliwia wprowadzanie
korekt w trakcie zabiegu dopigmentowania, który powinien być
przeprowadzany mniej więcej raz w roku. Po zabiegu i na co dzień należy
makijaż permanentny nawilżać i nie doprowadzać do nadmiernego
przesuszenia i złuszczania naskórka w większym stopniu, niż ma to
miejsce naturalnie. Zabronione jest zdrapywanie strupków, bo może to
spowodować usunięcie razem z nimi barwnika i powstanie „dziur” w
makijażu.
Bardzo nas to cieszy 🙂 Fajnie, jak opinię fachowca podziela drugi fachowiec 🙂