Kooperatywa spożywcza jest kolejną, obok RWSu (rolnictwa wspieranego społecznie) inicjatywą spółdzielczą mającą na celu zmniejszenie kosztów i zwiększenie dostępności do żywności ekologicznej.
Działanie jest bardzo proste – kilkanaście lub kilkadziesiąt osób skrzykuje się na kupno konkretnego produktu (kaszy, bakalii, olejów, warzyw, owoców) bezpośrednio u producenta. Często jest to powiązane z negocjacją ceny. Producent/dystrybutor ma zapewniony zbyt towarów, konsumenci otrzymują towar w cenie hurtowej z niskim kosztem wysyłki.
I tak jak w przypadku RWSów, każda kooperatywa jest odrębną wspólnotą i rządzi się swoimi prawami. A właściwie wypracowuje swój charakter, ponieważ ideą przyświecającą tego typu ruchom społecznym jest dobrowolność. Niektóre kooperatywy liczą kilkudziesięciu członków, inne kilkuset. Zdarza się, że wszyscy członkowie są aktywni na wielu polach, przeprowadzają wspólne akcje, integrują się, sprzedają własne towary wewnątrz grupy (chleby, przetwory) lub wymieniają się usługami (majsterkowanie, rękodzieło).
Ważniejszy od aspektu ekonomicznego jest jednak aspekt społeczny. Kooperatywy powstają zazwyczaj w dużych miastach, gdzie wszyscy są anonimowi. Tworzy się grupa ludzi o podobnych celach -zwracająca uwagę na to, jakiej jakości jedzenie trafia na ich talerz. Z czasem ich działania rozrastają się na inne dziedziny życia, tworzą się nowe znajomości, grupy wsparcia i twórcza atmosfera. Nie wszyscy członkowie grupy są jednak zapalonymi aktywistami – niektórzy ograniczają się jedynie do sporadycznego kupna żywności.
Bycie w kooperatywie rozwija też poczucie odpowiedzialności – tej wobec grupy – tylko jeśli członkowie angażują się na rzecz wspólnoty, dając coś od siebie, inicjatywa opłaca się wszystkim. Przy niewielkich nakładach sił, bo rozłożonych na wiele osób, osiąga się spektakularne efekty. Ponadto, omijając pośredników, wspiera się lokalnych producentów żywności.
Jeśli chcesz założyć kooperatywę w swoim mieście, z pomocą przychodzą media społecznościowe, szczególnie Facebook. Tam najłatwiej jest znaleźć ludzi, gotowych dołączyć do takiej inicjatywy, a na prawdę warto.



Jako osoba, która ma kilkunastoletnie doświadczenie w makijażu
permanentnym, również jako właściciel centrum makijażu i salonu
kosmetologicznego z całym przekonaniem podpisuję się pod poradami Pani
Magdaleny. Od siebie jeszcze dodam komentarz dotyczący samej trwałości
makijażu permanentnego. Faktycznie jest tak, że odpowiednia pielęgnacja
(niestosowanie tłustych, za to nawilżających kremów, niestosowanie
peelingów chemicznych i mechanicznych) może poprawić trwałość makijażu
permanentnego, ale w dalszym ciągu nie będzie on estetycznie prezentował
się dłużej, niż kilkanaście miesięcy. Dobrej jakości, certyfikowane
barwniki wbrew pozorom, nie są trwałe “na zawsze” – tak działają tylko
barwniki do tatuażu. Tych w makijażu permanentnym powinno się unikać,
ponieważ utrudniają skorygowanie kształtu kreski, brwi etc., a jest to
konieczne z biegiem czasu. Nasze rysy twarzy ulegają zmianom z wiekiem,
dlatego dobrze wykonany makijaż permanentny umożliwia wprowadzanie
korekt w trakcie zabiegu dopigmentowania, który powinien być
przeprowadzany mniej więcej raz w roku. Po zabiegu i na co dzień należy
makijaż permanentny nawilżać i nie doprowadzać do nadmiernego
przesuszenia i złuszczania naskórka w większym stopniu, niż ma to
miejsce naturalnie. Zabronione jest zdrapywanie strupków, bo może to
spowodować usunięcie razem z nimi barwnika i powstanie „dziur” w
makijażu.
Bardzo nas to cieszy 🙂 Fajnie, jak opinię fachowca podziela drugi fachowiec 🙂