Jaki z tego wniosek?
Zdrowe jedzenie jest dla twardzieli, dla heroin, dla babeczek, które nie potrafią zaakceptować siebie.
Myślą, że jak będą chude, to będą szczęśliwe, a tak na prawdę są chude i nieszczęśliwe, bo nie mogą zjeść chleba ze smalcem.
Zastanawiałaś się kiedyś, ile z tego, co jesz, jest zachcianką? Ile jest rytuałem i nie wiąże się z podstawową potrzebą zaspokojenia głodu, tylko z emocjami. Uroczysta kolacja na rocznicę ślubu. Świętowanie sukcesów na pizzy. Małe słodkie co nieco na poprawę humoru. Wyjątkowe danie w nagrodę za dobre sprawowanie.
Doskonale wiedzą o tym twórcy reklam, którzy swoje produkty łączą z obrazami rozczulającymi nasze serce – kojarzysz hasło reklamowe najsłynniejszego fast foodu świata? „I’m lovin’ it”. Serio? Co wspólnego ma cheeseburger z miłością?
Jeśli zrozumiesz, że Twoje zachcianki to głód emocji, uczuć, a nie potrzeba fizjologiczną, łatwiej będzie Ci nad nimi zapanować. Świadomość tego, co się z Tobą właśnie dzieje, pozwoli uwolnić się od niezdrowych nawyków. Bez przeświadczenia, że musisz zrezygnować z czegoś, co jest przyjemne, wyrzec się siebie.
Jak to działa? Załóżmy, że jesteś smutna i wspomniany na początku kubełek lodów ma być Twoim pocieszycielem. Zadaj sobie pytanie: dlaczego chcę zjeść te lody? Prawdopodobnie dlatego, żeby poprawić sobie humor. Dlaczego chcesz sobie poprawić humor? Bo jakaś sytuacja prawdopodobnie zachwiała Twoje poczucie wartości. Zastanów się, co innego może podnieść Twoją wartość – zadzwoń do bliskiej osoby i poproś ją o miłe słowo, obejrzyj zdjęcia z wakacji, przypomnij sobie momenty, kiedy byłaś z siebie dumna, spójrz w lustro i powiedz sobie na głos, że siebie kochasz. Możliwości jest wiele. Lody niech będą ostatecznością 😉



Jako osoba, która ma kilkunastoletnie doświadczenie w makijażu
permanentnym, również jako właściciel centrum makijażu i salonu
kosmetologicznego z całym przekonaniem podpisuję się pod poradami Pani
Magdaleny. Od siebie jeszcze dodam komentarz dotyczący samej trwałości
makijażu permanentnego. Faktycznie jest tak, że odpowiednia pielęgnacja
(niestosowanie tłustych, za to nawilżających kremów, niestosowanie
peelingów chemicznych i mechanicznych) może poprawić trwałość makijażu
permanentnego, ale w dalszym ciągu nie będzie on estetycznie prezentował
się dłużej, niż kilkanaście miesięcy. Dobrej jakości, certyfikowane
barwniki wbrew pozorom, nie są trwałe “na zawsze” – tak działają tylko
barwniki do tatuażu. Tych w makijażu permanentnym powinno się unikać,
ponieważ utrudniają skorygowanie kształtu kreski, brwi etc., a jest to
konieczne z biegiem czasu. Nasze rysy twarzy ulegają zmianom z wiekiem,
dlatego dobrze wykonany makijaż permanentny umożliwia wprowadzanie
korekt w trakcie zabiegu dopigmentowania, który powinien być
przeprowadzany mniej więcej raz w roku. Po zabiegu i na co dzień należy
makijaż permanentny nawilżać i nie doprowadzać do nadmiernego
przesuszenia i złuszczania naskórka w większym stopniu, niż ma to
miejsce naturalnie. Zabronione jest zdrapywanie strupków, bo może to
spowodować usunięcie razem z nimi barwnika i powstanie „dziur” w
makijażu.
Bardzo nas to cieszy 🙂 Fajnie, jak opinię fachowca podziela drugi fachowiec 🙂