#lubieresibo ;)

Mija rok, odkąd współpracuję z Resibo, pół roku, odkąd jestem pierwszym (!) etatowym pracownikiem tej firmy. Kto by pomyślał! A zaczęło się tak niewinnie…

W 2013 roku byłam koordynatorem takiej ciekawej imprezy, która nazywała się Zjazd Świdniczan. Szukałam młodych znanych mieszkańców miasta, którzy mimo że stąd wyjechali, to jednak wrócili. Przypomniał mi się świdnicki motocyklista Piotrek Betlej, pierwszy i jedyny jak dotąd Polak, który ścigał się w najsłynniejszym wyścigu motocyklowym świata odbywającym się na Wyspie Man. Kiedyś robiłam z nim wywiad, teraz chętnie zgodził się popromować miasto. Wystąpił w spocie reklamowym zjazdu, a poza kamerą opowiedział mi o inicjatywie swojej przyszłej (jeszcze wtedy) żony, która chciała produkować kosmetyki naturalne. Przyznam szczerze, że nie mieściło mi się to głowie.

Byłam pewna, że TA Ewelina (wtedy jej jeszcze nie znałam) po prostu chce dystrybuować czyjeś kosmetyki.

Szukali kogoś, kto mógłby pisać dla nich teksty na bloga, zafiksowanego ekologicznie, z dobrym piórem. Piotrek chciał, żebym im kogoś poleciła, ale nie potrafiłam, bo poza mną nie znałam nikogo takiego. Wspomniałam więc tylko skromnie, że sama bym chętnie coś takiego robiła (wtedy nawet jeszcze nie miałam własnego bloga). Ale było, minęło. Zapomniałam.

Minął rok. W międzyczasie całkiem zmieniłam swoje życie zawodowe, chwytając się coraz to nowych wyzwań, testując własne możliwości, ale też ciągle się rozwijając. I tak sobie układałam coś w rodzaju zawodowych puzzli, aż pewnego dnia zadzwoniła do mnie Ewelina… Spotkałyśmy się w nieistniejącej już dzisiaj, klimatycznej Galerii 44. Pamiętam to jak dzisiaj, bo od razu poczułam flow. Świetnie nam się rozmawiało. Poczułam „chemię”, choć miałam do czynienia z naturą 😉 Okazało się też, że Ewelina nie jest żadnym dystrybutorem, ale producentem własnych kosmetyków pod wdzięczną nazwą Resibo. Wkrótce faktycznie wystartował blog Resibo, a na nim – co tydzień pojawiał się mój eko-wpis.

I na tym mogłaby się zakończyć ta opowieść, gdyby nie to, że niemal dokładnie rok temu Ewelina z Piotrkiem zapytali mnie, czy nie mogłabym znaleźć trochę więcej czasu dla Resibo

i zająć się współpracą z mediami, blogosferą itd. Czemu ja – nie wiem, ale cieszę się, że nie ktoś inny 😉 Podobała mi się idea całej firmy, a kosmetyki, które miałam w międzyczasie okazję przetestować, podbiły moje serce. Potraktowałam to jako kolejne wyzwanie, coraz bardziej wkręcając się w Resibo, aż w pewnym momencie poczułam, że ta firma znacznie przeważa w moim życiu zawodowym, że satysfakcja z jej wykonywania rośnie lawinowo. Każdy wpis na blogu, każdą, nawet mini notkę prasową, każdą wzmiankę, każdy artykuł celebrowałam jak święto.

Z początkowej „chemii” moje uczucie do Resibo rosło i umacniało się i szczerze mówiąc trudno było mi wyobrazić sobie, że mogłabym kiedykolwiek przestać współpracować z tymi pozytywnymi, uśmiechniętymi ludźmi, pełnymi wiary w to, co robią i ciągle nowych pomysłów. Szczęśliwie zbiegło się to z propozycją stałej pracy, która – choć zaskakująca po zaledwie półrocznej współpracy – była zwieńczeniem pewnego etapu, okresu „narzeczeństwa”.

W czerwcu zeszłego roku powiedzieliśmy sobie z Resibo „TAK” i tak zaczął się najlepszy jak dotąd, najciekawszy, najbardziej satysfakcjonujący, można powiedzieć, że wręcz przygodowy etap mojego życia zawodowego. I rodzinny (popatrzcie zresztą na moje zdjęcie z najmłodszym szefem Antkiem).

Pracujemy wszyscy w fantastycznym, maleńkim teamie, ciesząc się wspólnie z każdego, nawet najmniejszego sukcesu. Pracujemy tak intensywnie, że zapomnieliśmy, że minęły nasze pierwsze urodziny 😉 Ale czy to przeszkadza w ich świętowaniu? Oczywiście wspólnie z Wami, klientami, bo bez Was – nie bylibyśmy dzisiaj w tym miejscu, w którym jesteśmy. Ogłosimy więc wieczorem na FB konkurs walentynkowy, ale też trochę urodzinowy. Bo jesteśmy wdzięczni, że jesteście z nami i ciągle wracacie.

Na koniec jeszcze moje podziękowania dla Eweliny i Piotrka – za to, że „zauważyli” mnie w tłumie 😉 Życzę Wam (i sobie), żeby Resibo rozwijało się nadal tak dynamicznie jak do tej pory i żeby każdy kolejny pracownik był tak samo szczęśliwy i dumny, że z Wami pracuje, jak ja 😀

Co tu dużo mówić. Wystarczy tak: #lubieresibo 😉

PS A REGULAMIN KONKURSU – walentynki macie tutaj. Startujemy już dzisiaj. Nie przegapcie!

Udostępnij
Przypnij
Szepnij
KOMENTARZE

Co myślisz o artykule?

9 komentarzy
8 kwietnia 2016

Q W są o.

8 kwietnia 2016

Długo szukałam swojego numeru jeden. W końcu chyba znalazłam – nasz polski Pierre Rene w najjaśniejszym odcieniu. Cena śmiesznie niska, podkład spokojnie wytrzymuje kilka godzin, świetnie kryje. Nie używam go codziennie, rozglądam się za kremem tonującym o dobrym składzie na co dzień.

11 kwietnia 2016

Ja z fajnym składem znalazłam tylko takie, których cena zabija, niestety… Bardzo chciałabym kiedyś taki zrobić, ale z naszymi wymaganiami, to nie będzie proste 😀

8 kwietnia 2016

Max factor – Facefinity Compact Make-up odcień natural i na wykończenie puder sypki również Max Factor. Baza pod Compact to oczywiście krem ultranawilżający Resibo – w takim zestawie makijaż na mojej problematycznej cerze utrzymuje się cały dzień ☺

11 kwietnia 2016

Super! W kompakcie, to bardzo chętnie przetestuję 🙂

8 kwietnia 2016

A ja ostatnio odkryłam EveryDay Minerals. Również podkład mineralny oczywiście na krem nawilżający rewelacja. I cena ok. 60 zł a wystarcza na dosyć długo.

11 kwietnia 2016

a gdzie są dostępne?

10 kwietnia 2016

Przetestowalam i mam każdy z w/w podkładów. Też uwielbiam EL Double Wear ale znalazłam tani zamiennik na dzień, który spokojnie przetrwa 10 godzin. Mowa o loreal infalible matte. Odcień 11 najlepszy dla jasnej cery. Kiedyś lata używałam tylko EL lub colorstaya ale cera bywała kapryśna. Teraz mam wreszcie 2 razy lżejszy odpowiednik, który fenomenalnie wygląda nałożony gąbka a przy okazji kosztuje nie 170 a 60 zł

11 kwietnia 2016

wow! dzięki za informację, sprawdzimy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *