Lato się skończyło, chłód do nas już dotarł chyba na dobre. Mimo tego zimne lody nie znikają z naszych zamrażarek ani kart restauracyjnych – to deser na każdą porę roku… choć w chłodniejsze dni może częściej jako dodatek do zapiekanych owoców pod kruszonką 🙂
Odkąd wiem, że mój organizm nie toleruje nabiału, radzę sobie zastępując np. mleko krowie roślinnym i pożegnałam się po prostu z twarożkiem ze szczypiorkiem – mam wiele innych alternatyw. Najtrudniej jednak było z deserami – bita śmietana, kremy, ciasta no i lody… Takich brakowało najbardziej. Mogę oczywiście zastąpić je sorbetami, ale to nie to samo co puszyste jak chmurka kremowe w smaku lody śmietankowe…
Tego lata znalazłam alternatywę! Postanowiłam się z Wami podzielić tym przepisem, bo więcej osób ma podobne nietolerancje (Magda – ten wpis dedykuję Tobie! Jesteś największym lodożercą jakiego znam, ale mały Uki nie toleruje mleka mamy z laktozą). Ponadto takie lody są wegańskie, jak nasze kosmetyki, zdrowe, pyszne, mają kremową, aksamitną konsystencję oraz są łatwe w wykonaniu. I uwaga – co najlepsze – są jednoskładnikowe! Ja dodaję jeszcze jeden składnik dla urozmaicenia.
Oto przepis na dwie porcje:
Dwa banany podziel na kilka mniejszych kawałków i włóż do zamrażalnika przynajmniej na noc. Ja kupuję zapas bananów i zawsze mam je przygotowane, gdy nadejdzie ochota na deser. Zmrożone banany wrzucamy do blendera (ja mam taki z ostrzem w kształcie litery „S”) i miksujemy. Początkowo zobaczycie niezliczoną ilość bananowych grudek – niech Was to nie zrazi, miksujcie dalej, za chwilę zobaczycie masę o pożądanej konsystencji. Zanim zacznę miksować, wrzucam niedbale połamaną gorzką czekoladę – boskie połączenie! Możecie próbować z innymi owocami mrożonymi albo z kawą, wiórkami itp.
Bardzo polecam! Brzmi banalnie, ale efekt finalny zaskakuje i nawet mój wybredny mąż uwielbia takie lody 🙂




Jako osoba, która ma kilkunastoletnie doświadczenie w makijażu
permanentnym, również jako właściciel centrum makijażu i salonu
kosmetologicznego z całym przekonaniem podpisuję się pod poradami Pani
Magdaleny. Od siebie jeszcze dodam komentarz dotyczący samej trwałości
makijażu permanentnego. Faktycznie jest tak, że odpowiednia pielęgnacja
(niestosowanie tłustych, za to nawilżających kremów, niestosowanie
peelingów chemicznych i mechanicznych) może poprawić trwałość makijażu
permanentnego, ale w dalszym ciągu nie będzie on estetycznie prezentował
się dłużej, niż kilkanaście miesięcy. Dobrej jakości, certyfikowane
barwniki wbrew pozorom, nie są trwałe “na zawsze” – tak działają tylko
barwniki do tatuażu. Tych w makijażu permanentnym powinno się unikać,
ponieważ utrudniają skorygowanie kształtu kreski, brwi etc., a jest to
konieczne z biegiem czasu. Nasze rysy twarzy ulegają zmianom z wiekiem,
dlatego dobrze wykonany makijaż permanentny umożliwia wprowadzanie
korekt w trakcie zabiegu dopigmentowania, który powinien być
przeprowadzany mniej więcej raz w roku. Po zabiegu i na co dzień należy
makijaż permanentny nawilżać i nie doprowadzać do nadmiernego
przesuszenia i złuszczania naskórka w większym stopniu, niż ma to
miejsce naturalnie. Zabronione jest zdrapywanie strupków, bo może to
spowodować usunięcie razem z nimi barwnika i powstanie „dziur” w
makijażu.
Bardzo nas to cieszy 🙂 Fajnie, jak opinię fachowca podziela drugi fachowiec 🙂