Soczewica długo kojarzyła mi się z wiejskim jedzeniem nie najwyższej jakości. Ale odkąd nie jem mięsa, zaczęłam eksperymentować i szukać innych, równie dobrych źródeł białka. I tak oto, jeszcze przed pandemią, naczytałam się o dobroczynnych właściwościach soczewicy, a potem wypróbowałam kilka przepisów. Robiąc duże zapasy jedzenia, kupiłam jej baaardzo dużo. Wam też polecam, jeśli jeszcze nie próbowaliście, a poniżej wyjaśniam, dlaczego.
Wyjątkowe jedzenie
Soczewica to nie tylko źródło bardzo wartościowego białka, ale także witamin i minerałów, których lista jest bardzo długa. Najwięcej jest potasu i kwas foliowego, jednak w soczewicy znajdziemy także spore ilości magnezu, fosforu i wapnia, a z witamin – m.in. witaminę K, witaminę A i witaminę C. Oprócz tego – błonnik, który usprawnia pracę układu pokarmowego. Soczewica pomaga też osobom z anemią, miażdżycą, nadciśnieniem, a substancje w niej zawarte pozwalają utrzymać właściwy poziom cukru we krwi. Jak by tych zalet było mało, soczewica jest też lekkostrawna i niskokaloryczna, choć kaloryczność różni się w zależności od koloru. Przechowywanie soczewicy jest bajecznie proste, więc można ją gromadzić całymi workami i jeść przez długie miesiące.
Soczewica – do wyboru, do koloru
Skoro o kolorach mowa, istnieje kilka odmian soczewicy. Najpopularniejsze są soczewica czerwona i zielona, ale do wyboru mamy także brązową i żółtą. Mniej popularne są odmiany czarna, różowa i pomarańczowa.
Soczewica czerwona ma niższy indeks glikemiczny i jest bardziej lekkostrawna, niż odmiana zielona i pozostałe, a jednocześnie zachowuje wszystkie pozostałe właściwości. Dzięki temu jest świetnym wyborem dla osób na różnego rodzaju dietach czy diabetyków. Jej cechą jest to, że bardzo szybko mięknie i rozgotowuje się, co sprawia, że świetnie nadaje się np. do przyrządzania zup i sosów. Niedawno zrobiłam doskonały sos bolognese właśnie z czerwoną soczewicą, adaptując klasyczny włoski przepis do potrzeb wegańskich (przepis poniżej).
Soczewica zielona jest równie bogata w mikro- i makroelementy, ale ma silniejsze niż odmiana czerwona działanie na układ krwionośny, dzięki czemu zalecana jest osobom z anemią i tego układu. Ze względu na to, że jest to odmiana trochę bardziej kaloryczna, niż czerwona, uważana jest za doskonały zamiennik mięsa w diecie wegańskiej i wegetariańskiej. Gotuje się ją dużo dłużej, ale nawet po 45 minutach gotowania nadal jest sypka. Z zielonej soczewicy robię pyszne kotlety z pieczarkami, które podawane z różnymi surówkami można jeść przez kilka dni z rzędu i się nie znudzą (przepis poniżej).
Soczewica w kosmetyce
Oprócz wyjątkowych właściwości odżywczych, soczewica ma także cechy cenione w kosmetyce. Ekstrakt z jej nasion zawiera m.in. witaminę B5 i trisacharydy, które nawilżają skórę i pomagają zwiększyć nawodnienie wewnątrzkomórkowe, wygładzając drobne linie i zmarszczki. Na rynku, choć na polskim jeszcze rzadko, pojawia się coraz więcej kosmetyków z ekstraktem z soczewicy. Warto go poszukiwać w ich składach także dlatego, że ma udowodnione właściwości antyoksydacyjne i ochronne dla skóry. Znajdziecie go pod nazwą Lens Esculenta (Lentil) Fruit Extract.
Polecam zarówno doustnie, jak i na skórę. Warto! A poniżej przepisy.
Sos bolognese z czerwoną soczewicą
- szklanka czerwonej soczewicy
- 1 marchewka
- 2-3 gałązki selera naciowego
- 1 cebula
- 2-3 ząbki czosnku
- 1 puszka krojonych pomidorów lub kartonik passaty
- 2 łyżki oliwy
- 1 szklanka czerwonego wytrawnego wina
- 1 szklanka mleka
- 1/2 suszonego oregano
- sól
- 1/2 łyżeczki bazylii
- 1/2 tymianku
- pieprz
- świeża bazylia i płatki drożdżowe do podania
Soczewicę przepłukać zimną wodą i gotować przez 10-15 minut w dwóch szklankach wody. Cebulę i czosnek posiekać (czosnek można przecisnąć przez praskę). Marchewkę obrać i zetrzeć na tarce o dużych oczkach. Seler obrać i pokroić w kostkę.
Oliwę rozgrzać na patelni lub w rondlu i zeszklić cebulę i czosnek. Następnie dodać marchewkę i seler, podsmażać przez kilka minut. Dodać pomidory lub passatę, chwilę gotować. Wrzucić ugotowaną soczewicę, wlać wino, zagotować i częściowo zredukować. Następnie dodać mleko, zagotować ponownie zagotować. Doprawić ziołami, solą i pieprzem i gotować jeszcze 5-7 minut. Gotowe! Podawać z ulubionym makaronem. Ja używam razowego. Dekorować można płatkami drożdżowymi i bazylią.
Kotlety mielone z zielonej soczewicy z pieczarkami
- 1 szklanka zielonej soczewicy
- 2 ząbki czosnku
- 1 łyżka oleju
- 150 g pieczarek
- 1 cebula
- 1 łyżeczka oregano
- 1/2 łyżeczki kurkumy
- 1 łyżeczka tymianku
- 1 łyżka mielonego siemienia lnianego
- 1/2 -2/3 szklanki mąki owsianej
- garść zielonej pietruszki
- sól i pieprz do smaku
- olej do smażenia
Soczewicę dokładnie przepłukać w zimnej wodzie i odsączyć. Zagotować 2 szklanki wody i wsypać do niej soczewicę. Gotować na małym ogniu pod przykryciem do miękkości (ok. 20 minut). Miękką soczewicę (jeśli w tym czasie nie będzie miękka, to dolać ciepłej wody i gotować nieco dłużej) odsączyć, wymieszać z przyprawami (tymianek, oregano, kurkuma) i pozostawić do wystygnięcia.
Cebulę pokroić w drobną kostkę i podsmażyć na oleju na złoty kolor. Dodać do niej przeciśnięty przez praskę czosnek, a następnie umyte i pokrojone w plastry pieczarki. Smażyć, aż się zrumienią. Po ostygnięciu posiekać lub lekko zmiksować. Połączyć z soczewicą.
Siemię lniane dokładnie wymieszać z 3 łyżkami zimnej wody, a następnie dodać do masy soczewicowo-pieczarkowej, przyprawić solą, pieprzem i dosypać garść
W oddzielnej miseczce wymieszać siemię z wodą, dokładnie rozbijając wszelkie grudki, które mogą powstać. Dokładnie rozmieszane siemię dodać do mieszaniny soczewicy, cebuli, przypraw i pieczarek. BARDZO dokładnie mieszamy. Dodać sól, pieprz i posiekaną pietruszkę. Następnie powoli dosypać mąkę owsianą, tak aby powstała gęsta konsystencja. Im rzadsza soczewica, tym więcej mąki, aby masa nie była zbyt luźna. Formować kotlety (można je obtoczyć w mące lub bułce tartej, ale nie trzeba). Smażyć na rozgrzanym oleju po 4-5 min z każdej strony. Ja stosuję olej kokosowy.
Smacznego!



Jako osoba, która ma kilkunastoletnie doświadczenie w makijażu
permanentnym, również jako właściciel centrum makijażu i salonu
kosmetologicznego z całym przekonaniem podpisuję się pod poradami Pani
Magdaleny. Od siebie jeszcze dodam komentarz dotyczący samej trwałości
makijażu permanentnego. Faktycznie jest tak, że odpowiednia pielęgnacja
(niestosowanie tłustych, za to nawilżających kremów, niestosowanie
peelingów chemicznych i mechanicznych) może poprawić trwałość makijażu
permanentnego, ale w dalszym ciągu nie będzie on estetycznie prezentował
się dłużej, niż kilkanaście miesięcy. Dobrej jakości, certyfikowane
barwniki wbrew pozorom, nie są trwałe “na zawsze” – tak działają tylko
barwniki do tatuażu. Tych w makijażu permanentnym powinno się unikać,
ponieważ utrudniają skorygowanie kształtu kreski, brwi etc., a jest to
konieczne z biegiem czasu. Nasze rysy twarzy ulegają zmianom z wiekiem,
dlatego dobrze wykonany makijaż permanentny umożliwia wprowadzanie
korekt w trakcie zabiegu dopigmentowania, który powinien być
przeprowadzany mniej więcej raz w roku. Po zabiegu i na co dzień należy
makijaż permanentny nawilżać i nie doprowadzać do nadmiernego
przesuszenia i złuszczania naskórka w większym stopniu, niż ma to
miejsce naturalnie. Zabronione jest zdrapywanie strupków, bo może to
spowodować usunięcie razem z nimi barwnika i powstanie „dziur” w
makijażu.
Bardzo nas to cieszy 🙂 Fajnie, jak opinię fachowca podziela drugi fachowiec 🙂