Dieta dr. Dąbrowskiej
Zwana też postem Daniela. Dobra wiadomość – nie musisz odmawiać sobie jedzenia. Można pałaszować do woli – surowe, gotowane, duszone, na parze. Gdzie jest haczyk? Jesz same warzywa i niektóre owoce. Odstawiasz mięsa, nabiał, zboża, bakalie, banany, tłuszcze… Terapia polega na obniżeniu kaloryczności posiłków, żeby przestawić się na odżywianie wewnętrzne.
Podobnie jak w głodówce nasze ciało oczyszcza się, pozbywając w pierwszej kolejności zbędnych, starych, zniszczonych czy chorych komórek. Nie występuje jednak uczucie głodu ani osłabienia.
Można ją stosować w połączeniu z codziennymi obowiązkami. Jest lekka i przyjemna, szczególnie wiosną, kiedy pojawiają się nowalijki. Powinna trwać od dwóch tygodni do kilku miesięcy, jeśli zmagamy się z poważniejszymi dolegliwościami. Post Daniela jest dietą leczniczą.
Okresowe minigłodówki
Zamiast raz do roku rezygnować z jedzenia na kilka tygodni, możemy regularnie pościć przez kilka dni. Kluczem do sukcesu jest konsekwencja. W takim wariancie – jeden weekend w miesiącu lub jeden dzień w tygodniu o samej wodzie/płynach – odpoczywa przede wszystkim nasz układ trawienny. Pierwszy raz może być dla nas nieprzyjemny – burczenie w brzuchu, bóle głowy, jednak organizm szybko przyzwyczai się do takich postów i da mu to chwilę wytchnienia i czas na zregenerowanie sił. Dlatego tak istotna jest regularność „zabiegu”.
Lepsze coś niż nic
Jeśli nadal sądzisz, że diety oczyszczające nie są dla ciebie, pozostaje jeszcze jeden sposób. Zwróć uwagę, żeby codziennie mieć przynajmniej 12-godzinną przerwę w jedzeniu.
Brzmi strasznie? Przecież to słynna zasada – nie jeść po 18.00.
Wiem, że nie jest łatwo na początku. To z resztą pokazuje nam, jak bardzo jesteśmy psychicznie uzależnieni od rytuałów jedzenia. Jeśli wieczorem kiszki grają Ci marsza, możesz przesunąć godzinę ostatniego posiłku kosztem późniejszego śniadania. Jeśli jednak chcesz dobrze spać i nie budzić się rano zmęczona, zadbaj, by ta ostatnia kanapeczka została pochłonięta najpóźniej trzy godziny przed snem.



Jako osoba, która ma kilkunastoletnie doświadczenie w makijażu
permanentnym, również jako właściciel centrum makijażu i salonu
kosmetologicznego z całym przekonaniem podpisuję się pod poradami Pani
Magdaleny. Od siebie jeszcze dodam komentarz dotyczący samej trwałości
makijażu permanentnego. Faktycznie jest tak, że odpowiednia pielęgnacja
(niestosowanie tłustych, za to nawilżających kremów, niestosowanie
peelingów chemicznych i mechanicznych) może poprawić trwałość makijażu
permanentnego, ale w dalszym ciągu nie będzie on estetycznie prezentował
się dłużej, niż kilkanaście miesięcy. Dobrej jakości, certyfikowane
barwniki wbrew pozorom, nie są trwałe “na zawsze” – tak działają tylko
barwniki do tatuażu. Tych w makijażu permanentnym powinno się unikać,
ponieważ utrudniają skorygowanie kształtu kreski, brwi etc., a jest to
konieczne z biegiem czasu. Nasze rysy twarzy ulegają zmianom z wiekiem,
dlatego dobrze wykonany makijaż permanentny umożliwia wprowadzanie
korekt w trakcie zabiegu dopigmentowania, który powinien być
przeprowadzany mniej więcej raz w roku. Po zabiegu i na co dzień należy
makijaż permanentny nawilżać i nie doprowadzać do nadmiernego
przesuszenia i złuszczania naskórka w większym stopniu, niż ma to
miejsce naturalnie. Zabronione jest zdrapywanie strupków, bo może to
spowodować usunięcie razem z nimi barwnika i powstanie „dziur” w
makijażu.
Bardzo nas to cieszy 🙂 Fajnie, jak opinię fachowca podziela drugi fachowiec 🙂