Kilka tygodni temu byłyśmy z Eweliną w Warszawie odebrać trzeci już z rzędu Znak Jakości VIVA! potwierdzający, że nasze produkty są przeznaczone dla wegan i wegetarian. Miałyśmy okazję wysłuchać ciekawej debaty o prowokacyjnym tytule „Zwierzęta są po to, żeby służyć człowiekowi”. Rozmawiały Maja Ostaszewska, aktorka, wegetarianka, znana z aktywnej działalności na rzecz zwierząt, Beata Pawlikowska, podróżniczka i dziennikarka, oraz Dorota Sumińska, znana m.in. z programów telewizyjnych lekarka weterynarii i publicystka. Beata Pawlikowska powiedziała tam, że gdyby zabrać człowiekowi cywilizację, byłby prawdopodobnie najbardziej bezbronną istotą na Ziemi. Przypomniało mi się to, kiedy planowałam dzisiejszy wpis.
Człowiek może i jest bezbronny, ale jedną broń ma tak silną, że zdołał stworzyć cywilizację i podporządkować sobie większość natury. To inteligencja.
Czy to smutne, czy nie – na pewno prawdziwe. A ja choć do ludzi i ich zachowań miewam często duże „ale”, to jednak jestem absolutną miłośniczką ludzkiego intelektu. Wynalazki to zdecydowanie coś, co uruchamia moją wyobraźnię. Zwłaszcza te, które dążą do przywrócenia równowagi miedzy naszą działalnością a środowiskiem, w którym żyjemy. Szkoda, że ta inna część zbudowanej przez nas cywilizacji, czyli „pieniądz, który wprawia w ruch ten świat”, jak śpiewała w słynnym musicalu „Kabaret” Liza Minelli, utrudnia wprowadzanie ich w życie.
Kilka tygodni temu przeczytałam historię polskiego wynalazcy, który niejeden patent ma na swoim koncie, i który wynalazł… ekologiczny asfalt! Tak prosty do uzyskania, jak wymieszanie wody z cukrem. Wystarczy pół na pół zmieszać dwa niewyczerpane „dobra” naszego globu. „Dobra” jest celowo w cudzysłowie, bo o ile piasek takim właśnie dobrem jest, o tyle już zalewające świat butelki i opakowania PET – nie. A tenże pan – Arkadiusz Brzeski z Łodzi – z zamiłowania żeglarz i wynalazca (i ekolog), wymyślił, jak jednocześnie pozbyć się ich i budować np. tanie autostrady. Wystarczy tylko pół na pół zmieszać zmielone, roztopione butelki z piaskiem i rozprowadzać na gorąco jak asfalt. Taka mieszanka, nie dość, że tania w uzyskaniu (metr kwadratowy kosztuje 30 zł, ponad trzykrotnie mniej niż zwykły asfalt), to jeszcze odporna na wszelkie warunki atmosferyczne. Pan Arkadiusz wynalazł nawet maszynę do wyrabiania tej mieszanki. Opatentował to wszystko i… chciał, żeby jego wynalazek wdrożono w kraju. Kto by nie chciał, żeby budowa dróg była tańsza?! Niestety, jego korespondencja z ministerstwem wciąż jest bez odzewu.
I to akurat jest smutne. Inny eko-wynalazek pana Arkadiusza – tzw. piec Brzeskiego, który spala absolutnie wszystko i nie emituje szkodliwych substancji do atmosfery, a w dodatku wytwarza frakcje ropy naftowej i gaz palnego – już jest na rynku. Ale nie polskim… Cóż…
Jak mówi pan Arkadiusz, może urodził się za wcześnie. A ja myślę, że urodził się w całkiem odpowiednim czasie. I wierzę, że jeszcze za mojego życia eko-rzeczy powoli będą zastępować te nie-eko. I że przyjdzie czas na wynalazki, takie jak eko-asfalt. A tymczasem… w oczekiwaniu na ich wdrożenie… kupię sobie eko-dywanik z mchu. Tzw. Moss Carpet to projekt Szwajcarki La Chanh Nguyen. Dywanik zrobiony z różnych rodzajów mchu wchłania wodę, nie gnije, a absorbując wilgoć oczyszcza powietrze. I nie trzeba go podlewać! Świetnie radzi sobie z nawilżeniem sam. Co więcej, jak uznamy, że się zużył, możemy go po prostu wyrzucić, bo jest całkowicie biodegradowalny!




Jako osoba, która ma kilkunastoletnie doświadczenie w makijażu
permanentnym, również jako właściciel centrum makijażu i salonu
kosmetologicznego z całym przekonaniem podpisuję się pod poradami Pani
Magdaleny. Od siebie jeszcze dodam komentarz dotyczący samej trwałości
makijażu permanentnego. Faktycznie jest tak, że odpowiednia pielęgnacja
(niestosowanie tłustych, za to nawilżających kremów, niestosowanie
peelingów chemicznych i mechanicznych) może poprawić trwałość makijażu
permanentnego, ale w dalszym ciągu nie będzie on estetycznie prezentował
się dłużej, niż kilkanaście miesięcy. Dobrej jakości, certyfikowane
barwniki wbrew pozorom, nie są trwałe “na zawsze” – tak działają tylko
barwniki do tatuażu. Tych w makijażu permanentnym powinno się unikać,
ponieważ utrudniają skorygowanie kształtu kreski, brwi etc., a jest to
konieczne z biegiem czasu. Nasze rysy twarzy ulegają zmianom z wiekiem,
dlatego dobrze wykonany makijaż permanentny umożliwia wprowadzanie
korekt w trakcie zabiegu dopigmentowania, który powinien być
przeprowadzany mniej więcej raz w roku. Po zabiegu i na co dzień należy
makijaż permanentny nawilżać i nie doprowadzać do nadmiernego
przesuszenia i złuszczania naskórka w większym stopniu, niż ma to
miejsce naturalnie. Zabronione jest zdrapywanie strupków, bo może to
spowodować usunięcie razem z nimi barwnika i powstanie „dziur” w
makijażu.
Bardzo nas to cieszy 🙂 Fajnie, jak opinię fachowca podziela drugi fachowiec 🙂