Najprostszym rozwiązaniem są bakalie. Stawiamy sobie miseczkę z pestkami dyni, słonecznika czy orzechów i chrupiemy ukradkiem. Nic dodać, nic ująć. Tak samo możemy potraktować oliwki.
Moim faworytem w kategorii zdrowych przekąsek jest jednak jarmuż. Część osób skrapia go olejem i przyprawami i wrzuca do gorącego piekarnika na kilka minut. Powstają w ten sposób chrupiące i zdrowe chipsy. Ja osobiście jestem takim miłośnikiem tego warzywa, że jestem gotowa jeść liście prosto z krzaka. W marketach również dostaniecie gotowe paczki pociętych i umytych liści jarmużu, więc nie musicie zawracać sobie nawet głowy kuchennymi zabiegami.
Ale kiedy na filmowy wieczór spotykamy się z przyjaciółmi, dobrze jest przygotować coś specjalnego.
W takim przypadku najlepszy przyjacielem kinomaniaka jest sprzęt kuchenny o nazwie mandolina. Jest to płaska tarka, wyglądem przypominająca gilotynę, która kroi warzywa na plasterki. Kosztuje niewiele, a dzięki niej bardzo szybko możemy stworzyć całą misę chrupiących plasterków kalarepy, marchwi, buraka czy cukinii.
Bardziej zaawansowanym kuchennie polecam zrobienie past warzywnych, dipów czy humusu i cięcie warzyw w słupki (marchew, seler naciowy, papryka) gotowe do zamoczenia ich w powyższych mazidłach. Niestety, czynność ta wymaga od nas więcej uwagi, więc jeśli nie chce się mieć gości, dywanu i kanapy wysmarowanych humusem, nie polecam jej przy oglądaniu wciągających thrillerów.
Eksperci zdrowego żywienia dużą uwagę zwracają na to, aby spożywanie posiłku przebiegało w spokojnej atmosferze, by świadomie przeżuwać każdy kęs, nie spiesząc się i rozpraszając innymi czynnościami. Dlatego
najlepiej mieć przekąski pod ręką, lecz korzystać z nich w przerwie na reklamy lub przed rozpoczęciem seansu.
Pamiętajcie, że surowe warzywa czy orzechy mogą być ciężkostrawne w dużych ilościach, a łatwo stracić kontrolę nad wchłanianym jedzeniem, gdy jesteśmy zaaferowani fabułą filmu 😉



Jako osoba, która ma kilkunastoletnie doświadczenie w makijażu
permanentnym, również jako właściciel centrum makijażu i salonu
kosmetologicznego z całym przekonaniem podpisuję się pod poradami Pani
Magdaleny. Od siebie jeszcze dodam komentarz dotyczący samej trwałości
makijażu permanentnego. Faktycznie jest tak, że odpowiednia pielęgnacja
(niestosowanie tłustych, za to nawilżających kremów, niestosowanie
peelingów chemicznych i mechanicznych) może poprawić trwałość makijażu
permanentnego, ale w dalszym ciągu nie będzie on estetycznie prezentował
się dłużej, niż kilkanaście miesięcy. Dobrej jakości, certyfikowane
barwniki wbrew pozorom, nie są trwałe “na zawsze” – tak działają tylko
barwniki do tatuażu. Tych w makijażu permanentnym powinno się unikać,
ponieważ utrudniają skorygowanie kształtu kreski, brwi etc., a jest to
konieczne z biegiem czasu. Nasze rysy twarzy ulegają zmianom z wiekiem,
dlatego dobrze wykonany makijaż permanentny umożliwia wprowadzanie
korekt w trakcie zabiegu dopigmentowania, który powinien być
przeprowadzany mniej więcej raz w roku. Po zabiegu i na co dzień należy
makijaż permanentny nawilżać i nie doprowadzać do nadmiernego
przesuszenia i złuszczania naskórka w większym stopniu, niż ma to
miejsce naturalnie. Zabronione jest zdrapywanie strupków, bo może to
spowodować usunięcie razem z nimi barwnika i powstanie „dziur” w
makijażu.
Bardzo nas to cieszy 🙂 Fajnie, jak opinię fachowca podziela drugi fachowiec 🙂