Gdy byłam mała, byłam dość wybredna smakowo. Właściwie byłam jednym z tych dzieci, które lepiej ubierać niż karmić, bo lista produktów, które mi nie smakowały, była bardzo długa. Koronne miejsce na niej zajmowały ziemniaki, które ku mojej wielkiej rozpaczy, pojawiały się w domu dosyć często.
Każdy niejadek pamięta tekst: „nie odejdziesz od stołu, dopóki nie zjesz”, który pobudza dziecięcą kreatywność. Dzięki niemu udało mi się odkryć, że smaki można schować. Jeśli rozdrobnione ziemniaki zmiesza się z surówką z marchwi, przestają smakować ziemniakami, da się je przełknąć i można odejść od stołu i wrócić na podwórko. Oczywiście, eksperymenty mają wpisaną w swą naturę porażkę i niestety, znielubiony przeze mnie rosół wcale nie zrobił się smaczny po dodaniu pół butelki magi.
Rodzice również bardzo często wykorzystują praktyki przemytnicze w żywieniu swoich pociech, a z pomocą przychodzi im blender. I tak przed wybrednym maluchem otwiera się świat zupek-kremów, w których można ukryć nawet najbardziej nielubiane warzywa, byleby miały jakiś kolor i grzanki albo groszek ptysiowy. Swoją drogą, zastanawiające jest, że to głównie warzywa podlegają kulinarnej szmuglerce. Nie słyszałam jeszcze o przypadku, żeby małym niejadkom owijać cukierki sałatą, żeby zechciały je przełknąć.
Teraz już sama decyduję, ile czego zjem i kiedy jestem już najedzona, a mimo to zdarza mi się stosować na samej sobie te przemytnicze sztuczki. I nie chodzi o piwo z sokiem. Głos rozsądku podpowiada mi, że pewne produkty warto mieć w swojej diecie, nawet jeśli nie wpisują się w nasze gusta smakowe. I tak kapustę kiszoną mieszam z kaszą gryczaną, sok z buraka przestaje smakować ziemią po dodaniu soku z grejpfruta, a świeży chrzan przestaje palić w gardło po dodaniu oleju. Jeśli natomiast chcielibyście jeść więcej zielonych liściastych warzyw, a nie macie czasu na komponowanie wymyślnych sałatek, wystarczy takie liście zblendować z bananami i roślinnym mlekiem w hipsterskich szejkach.
Takie przemytnictwo spożywcze to nie tylko oszukiwanie siebie. Mieszanie smaków i kreatywność w kuchni może wnieść dużo świeżości w codzienne menu i zaskoczyć nieoczywistymi smakami.



Q W są o.
Długo szukałam swojego numeru jeden. W końcu chyba znalazłam – nasz polski Pierre Rene w najjaśniejszym odcieniu. Cena śmiesznie niska, podkład spokojnie wytrzymuje kilka godzin, świetnie kryje. Nie używam go codziennie, rozglądam się za kremem tonującym o dobrym składzie na co dzień.
Ja z fajnym składem znalazłam tylko takie, których cena zabija, niestety… Bardzo chciałabym kiedyś taki zrobić, ale z naszymi wymaganiami, to nie będzie proste 😀
Max factor – Facefinity Compact Make-up odcień natural i na wykończenie puder sypki również Max Factor. Baza pod Compact to oczywiście krem ultranawilżający Resibo – w takim zestawie makijaż na mojej problematycznej cerze utrzymuje się cały dzień ☺
Super! W kompakcie, to bardzo chętnie przetestuję 🙂
A ja ostatnio odkryłam EveryDay Minerals. Również podkład mineralny oczywiście na krem nawilżający rewelacja. I cena ok. 60 zł a wystarcza na dosyć długo.
a gdzie są dostępne?
Przetestowalam i mam każdy z w/w podkładów. Też uwielbiam EL Double Wear ale znalazłam tani zamiennik na dzień, który spokojnie przetrwa 10 godzin. Mowa o loreal infalible matte. Odcień 11 najlepszy dla jasnej cery. Kiedyś lata używałam tylko EL lub colorstaya ale cera bywała kapryśna. Teraz mam wreszcie 2 razy lżejszy odpowiednik, który fenomenalnie wygląda nałożony gąbka a przy okazji kosztuje nie 170 a 60 zł
wow! dzięki za informację, sprawdzimy 🙂