Wymiksuj się z nudnego lunchu

Nie zawsze jest czas rano, żeby przygotować sobie śniadanie “na wypasie”. Chwytamy w pośpiechu kromkę chleba, plaster sera i w biegu pochłaniamy. Błogosławieni ci, którzy mogą przygotować na drugie śniadanie aromatyczną bułkę, z której aż wysypują się od nadmiaru apetyczne dodatki.

Co można zrobić, aby nie musieć wstawać godzinę wcześniej? Aby stworzyć kulinarne dzieła sztuki lunchowej, a jednocześnie przełamać rutynę chleba powszedniego? Kupić mały blender.

Mielić możemy ze sobą praktycznie wszystko, co znajdziemy w lodówce – szczególnie warzywa i nasiona. Dla uzyskania odpowiedniej konsystencji możemy dodać białego sera lub jogurtu. Otrzymujemy w ten sposób pasty o zaskakujących, nieznanych smakach.

Blendowanie lodówkowych rozmaitości nie jest sztuką wymagającą wielkiej intuicji kulinarnej. Mało wyraziste smaki możemy wzmocnić intensywnymi przyprawami (kurkuma,  kminek,  papryka) lub czosnkiem (jeśli zgodzą się na to nasi współpracownicy).

Przepis na oryginalny lunch  to miksowanie tego,  co się nam „nawinie” pod ostrza.

Moim ulubionym patentem są oliwki – nie wymagają dodatkowych składników, a ich konsystencja sprawia,  że przygotowanie pasty przebiega błyskawicznie.  Inną opcją jest wykorzystanie gotowanych warzyw z poprzedniego dnia,  chociaż rekomendowałabym porządne doprawienie. Gdy mam więcej czasu,  zalewam nasiona słonecznika wrzątkiem i po kilku minutach mielę razem z podręczną zieleniną (rucola, pietruszka, koper).

Blender jest ratunkiem dla wszystkich znudzonych kuchenną monotonią,  którzy jednocześnie pozostają wiecznie w niedoczasie. Wystarczy krótki rzut oka na zawartość lodówki i bzzzzziuuum – kreatywne drugie śniadanie gotowe.

Udostępnij
Przypnij
Szepnij
KOMENTARZE

Co myślisz o artykule?

2 komentarze
1 lipca 2018

Jako osoba, która ma kilkunastoletnie doświadczenie w makijażu
permanentnym, również jako właściciel centrum makijażu i salonu
kosmetologicznego z całym przekonaniem podpisuję się pod poradami Pani
Magdaleny. Od siebie jeszcze dodam komentarz dotyczący samej trwałości
makijażu permanentnego. Faktycznie jest tak, że odpowiednia pielęgnacja
(niestosowanie tłustych, za to nawilżających kremów, niestosowanie
peelingów chemicznych i mechanicznych) może poprawić trwałość makijażu
permanentnego, ale w dalszym ciągu nie będzie on estetycznie prezentował
się dłużej, niż kilkanaście miesięcy. Dobrej jakości, certyfikowane
barwniki wbrew pozorom, nie są trwałe “na zawsze” – tak działają tylko
barwniki do tatuażu. Tych w makijażu permanentnym powinno się unikać,
ponieważ utrudniają skorygowanie kształtu kreski, brwi etc., a jest to
konieczne z biegiem czasu. Nasze rysy twarzy ulegają zmianom z wiekiem,
dlatego dobrze wykonany makijaż permanentny umożliwia wprowadzanie
korekt w trakcie zabiegu dopigmentowania, który powinien być
przeprowadzany mniej więcej raz w roku. Po zabiegu i na co dzień należy
makijaż permanentny nawilżać i nie doprowadzać do nadmiernego
przesuszenia i złuszczania naskórka w większym stopniu, niż ma to
miejsce naturalnie. Zabronione jest zdrapywanie strupków, bo może to
spowodować usunięcie razem z nimi barwnika i powstanie „dziur” w
makijażu.

22 stycznia 2019

Bardzo nas to cieszy 🙂 Fajnie, jak opinię fachowca podziela drugi fachowiec 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *